Showing posts with label travel. Show all posts
Showing posts with label travel. Show all posts

November 11, 2013

JEDZ, MÓDL SIĘ, KOCHAJ - ITALIA - EMILIA ROMAGNA

Po intensywnym okresie zawodowym przyszedł czas na zmiany. Choć historia Elisabeth Gilbert nie była dla mnie inspiracją (tak oczywista, że trudno na to nie wpaść samemu), to moje nowe życie trochę ją przypomina. Trochę uciekam przed smutną jesienią, trochę nie chcę być tam gdzie byłam.

Przystanek pierwszy – Włochy – Emilia Romagna – wrzesień

Swoją przygodę zaczęłam już we wrześniu w Emilia Romagna. Zdarzyła się jakby na zachętę dalszych wojaży i spadła mi jak gwiazdka z nieba na koniec pięknego lata. 4 dni intensywnej przygody kulinarnej w mało znanym u nas regionie Włoch, a warto pamiętać, że trzy wielkie symbole włoskiej kultury kulinarnej: Parmigiano Reggiano, prosciutto di Parma i spaghetti "bolognese"* to właśnie Emilia Romagna. Oprócz sztandarowych symboli regionu, Emilia Romagna kryje znacznie więcej atrakcji i wyrobów regionalnych. 

*nazwa najpopularniejszego sosu spaghetti bolognese jest jak najbardziej błędna. Naprawdę powinno się nazywać go al ragu. Jeśli we włoskiej restauracji widzicie w karcie spaghetti bolognese, to możecie być pewni, że jej menu powstało wyłącznie dla cudzoziemców. O tym jak zrobić prawdziwy i pyszny sos mięsny do makaronu, zapraszam na blog Pistachio, mojej czarującej od pierwszego uśmiechu towarzyszki podróży. 

1. SERY: 

SQUACQUERONE DI ROMAGNA
Pierwszy dzień minął nam pod wpływem nie tylko wina, ale przede wszystkim dwóch kompletnie odległych smakowo serów. O żadnym z nich wcześniej nie słyszałam i choć moje upodobania smakowe bliższe są parmiggiano niż mozzarelli, tym razem zaczarował mnie ser świeży i biały jak śnieg. Gdybym miała opisać squacquerone, określiłabym go jako coś między mozzarellą a gęstą i bardzo tłustą śmietaną. Jest gładki, ani słodki ani słony. Rzadko można go spotkać w supermarketach. Najlepiej smakował mi z czystą piadiną (typowym płaskim plackiem chlebowym z regionu) i konfiturą figową (świetny też z ciemymi figami karmelizowanymi fichi caramelati). Nie mam zwyczaju pić wina w porze lunchu. Ale oparlibyście się Massimiliano? W dodatku w trzech kolorach... Różowy oczywiście zarezerwowany dla dziewczynki: córki Violi, imieniem której nazwał swoje rosato spumante. Niezła i mocna (14%) czerwona Riserva Amarcord 2008 (dla samej nazwy warto!) z przewagą szczepu San Giovese (jak twierdzi autor, to nie ta sama odmiana co San Giovese z Toskanii, z której produkuje się słynne Barolo).

Squacquerone na zdjęciu powyżej w miseczce. 
A poniżej wspomnienie...


Do odpowiednio dojrzałego parmezanu i midgałowych cantucci słodkie białe i ciężkie Albana passito. Droga do pierwszego noclegu nie była prosta, ale bardzo przyjemna. Więcej o winnicy TreRe położonej w pobliżu Faenzy dowiecie się na ich stronie. Oferują noclegi w kilku wersjach. Najciekawsze pokoje zdecydowanie w nowym budynku. Mają własną pracownię, gdzie produkują makaron serwowany w ich restauracji. W dniu naszej wizyty wszyscy przygotowywali się do ślubu.  Wina TreRe choć nie są masową produkcją, możecie zamówić w Polsce w Formuła Wino Alberta Dąbrowskiego.

FORMAGGIO DI FOSSA

Nie wiem ile sera można zjeść jednego dnia (zaczynającego się od 14:00!), ale na pewno można słuchać o nim długich opowieści. "Professore di fossologia" - Signore Pellegrini - opowiedział nam tak szczegółowo proces dojrzewania sera w wielkiej dziurze w ziemi, że właściwie mogłabym pracować w jego muzeum. Nasz przewodnik, sam stworzył muzeum fossy i opowiada o swoich serach jak o bardzo udanym małżeństwie. Co ciekawe, Fossa Pellegrini ma swoja wielojęzyczną stronę internetową, gdzie znajdziecie szczegóły "fossologii".
Sery krowi, kozi i owczy można zdeponować na 3 miesiące w fossie Pana Pellegrini, o ile pamiętam, za 2 Euro za kilo, a po trzech miesiącach odebrać mocno dojrzały i ciężki ser. Fossy po wypełnieniu serem owiniętym w specjalne worki, są zamykane, aby odciąć dopływ powietrza i otwierane w listopadzie. Ser tak intensywny, że niektóre jego odmiany trzeba zakropić miodem. Jeden mały kawałek wystarczy intensywnością za cały posiłek. Jeśli kiedyś zawitacie do Sogliano lub okolic i będziecie kupować na okolicznych targach formaggio di fossa, szukajcie opakowań z numerem 002 (po prawej stronie opakowania), wtedy macie pewność, że leżał w fossie Signore Pellegrini. Ser jest chronionym produktem regionalnym D.O.P.
To było tylko pół dnia. Wieczorem musiałyśmy jeszcze zmieścić pyszną domową pastę serwowaną w małym agriturismo Ca'Poggio, z którego widok co najmniej zachwyca. Po kolacji goście oglądają gwiazdy. Taka rozrywka miejscowa.
Buona notte...

Relację Pistachio naszej "emilio-romańskiej" podróży znajdziecie pod tym linkiem.

October 22, 2013

LE MARAIS - JESIEŃ, PASTIS I PROWANSJA W PARYŻU

Są rzeczy, które smakują tylko w określonych okolicznościach i miejscach. Pastis i rose na przykład. Oba trunki nabierają uroku w Prowansji. Coroczne wakacje na Południu Francji kojarzą mi się zawsze ze specyficznym mierzeniem czasu  "kwadrans do pastis; za pięć pastis...". Są miejsca w Paryżu, w których można odnaleźć odrobinę tego regionu, gdzie nawet pastis smakuje dość nieźle.
Chez Janou, to prowansalska restauracja w żydowskiej dzielnicy Le Marais. Nie próbowałam ich kuchni, ale menu jest zachęcające. Zdecydowanie polecam na aperitif. Bar słynie przede wszystkim z kilkudziesięciu rodzajów pastisa. Absolutnie obłędny wystrój wnętrza, który tworzą między innymi stare plakaty. Zawsze siadam przy barze (choć trzeba mieć szczęście z miejscem). Rezerwacja na kolację obowiązkowa.

Chez Janou
2 Rue Roger Verlomme, 75003 Paris
+33 1 42 72 28 41
Le Marais tętni życiem przede wszystkim w niedziele od południa. Zdecydowanie wolę tę dzielnicę w tygodniu. Kryje wiele bardzo klimatycznych zakątków, galerii i świetnych butików. Jej najbardziej znany punkt – Place des Vosges – jest całkiem romantyczny jesienią.
Pod jego arkadami w rogu najbliższym rue Saint-Antoine, warto znaleźć drzwi na podwórze z ogrodem, który zawsze zachwyca.

Le Marais to też Muzeum Picassa – jedno z moich ulubionych. Niestety jest w tej chwili zamknięte z powodu remontu do wiosny 2014 roku.

Jesienią, kolejny punkt obowiązkowy to ogród Muzeum Historii Paryża (Musée Carnavalet). Można tam zobaczyć m.in. oryginalny wystrój sklepu z biżuterią zaprojektowany przez Alfonsa Muchę. Wstęp wolny (poza wystawami czasowymi). 23 rue de Sévigné.

 
Na tych, którzy wolą Francję północną, czeka naleśnikarnia Breizh Cafe, 109 Rue du Vielle Temple, 75003 Paris.

September 1, 2013

PARYŻ W SIERPNIU

Po dwóch tygodniach aury południowej Francji, spędziłam tydzień w Paryżu. Jeśli odwiedzać to miasto w miesiącach ciepłych, to na pewno w sierpniu. To moment kiedy prawie cały Paryż jest na wakacjach. Są oczywiście turyści, ale brak Paryżan powoduje, że miasto ma większy oddech. Jest gdzie zaparkować, dzielnice mniej turystyczne świecą pustkami, lato w pełni...

Paryż, jak większość  turystycznych metropolii, ma to do siebie, że nawet będąc blisko największych zabytków, można znaleźć zakątki, bary i restauracje omijane przez turystów trzymających się zwykle głównych traktów prowadzących od zabytku do zabytku. Tak też jest w pobliżu katedry Notre Dame.

Mała uliczka, trzydzieści sekund od katedry, a na niej bardzo stara restauracja w XVI wiecznym budynku (1512 r.)  Au Vieux Paris d'Arcole.
 
Nie wiem czy warto tam jeść – nie próbowałam – ale na pewno warto zwiedzić i wypić lampkę wina lub kir. Nam udało się nawet wejść do piwnicy z winami. Jak piszą właściciele, restauracje serwuje dania związane z regionem Aveyron. 

Obok "starego Paryża" winiarnia i restauracja naprawdę godna polecenia AU BOUGNAT. Bywałam tu kiedyś po pracy na wino i fois gras na grzankach. Tym razem zjadłam kolację i nadal jestem zachwycona miejscem. Rewelacyjne wina na lampki, które można wybrać z karty ułożonej na mapie Francji.
Na tej samej wyspie (Ile de la Cité), idąc mostem Pont Neuf, jest mój ulubiony plac (Place Dauphine). Miejsce obowiązkowe wizualnie i klimatycznie. Małe bary i restauracje, też wyglądają dobrze. 


Z Ile de la Cité tylko krok na Ile Saint -Louis. Na moście łączącym obie wyspy, zdarza się dobra muzyka. Tak było tym razem. Świetni wiekowi muzycy z Nowego Orleanu... mało francuscy, ale dobrze się ich słuchało siedząc na krawężniku. 

W tym roku już za późno na sierpień w Paryżu, ale zachęcam w przyszłym.
Copyright Margotka • ILLUCUCINA



May 16, 2013

BERLIN - ILLUCUCINA I RED ONION

Im więcej podróży i przeprowadzek, tym mniej przepisów, za to coraz więcej adresów kulinarnych w notatniku.

Od 2 miesięcy Illucucina gości też na portalu Red Onion. Będę tam pisać o jedzeniu i kolorach. Miesiąc temu o bieli i  klasyce francuskich deserów Fontainebleau (mało znanym poza Francją) i słynnej Brasserie Lipp.

W maju opublikowałam szczegółowy i bardzo subiektywny przewodnik po dzielnicy, w której spędziłam ostatnie 6 miesięcy. Zapraszam.

March 29, 2013

BIAŁA WIELKANOC W SZCZECINIE I ZMIANY W BERLINIE

W Szczecinie biało, mokro i zimno i niestety nie jest to stan przejściowy. Moja ukochana kuzynka z Krakowa pisze, że myśli o ubraniu choinki, ja myślę tylko o zapadnięciu w zimowy sen.
W domu zaczęłam pasztet, na który przepisu nie podam, bo pasztet jest na wyczucie. Menu wielkanocne u mnie bez zmian:

BARSZCZ CHRZANOWY
JAJKA NADZIEWANE Z DOMOWYM MAJONEZEM JOGURTOWYM
CHLEB DOMOWY koniecznie podawany z szynką
BIAŁA KIEŁBASA GOTOWANA W CZERWONYM WINIE
SERNIK tym razem pomarańczowy lub lekka PASCHA
na specjalne życzenie rodziców będzie drożdżowe
Dla tych, którzy lubią procenty polecam Taty ajerkoniak


W Berlinie zmiany szybsze niż pory roku. Dopiero pisałam o Factory Girl, a już zastąpiły ją nowe urocze dziewczyny. Miejsce zdecydowanie godne polecenia. Nazywa sie HOMEMADE i taki jest. Pyszne śniadania, proste lunche i świetne wnętrze.

HOMEMADE
Simon-Dach-str. 10
Berlin

 Kolorowych świąt, choć chyba w tym roku skazani jesteśmy na duotony.


February 9, 2013

ŚNIADANIE W BERLINIE

Od listopada nie tylko mało gotuje, mało piszę, mniej też jem... ale jak już jem to głównie w okolicznych knajpach. Mieszkam przy Simon Dach, nowej modnej okolicy, gdzie wolne zawody i mniejszości przeróżne tworzą swoje enklawy. To świetne miejsce na zakupy nietypowe, nocne życie, choć trochę gorsze do spania (od listopada nie sypiam z powodu tramwaju przejeżdżającego mi przez łóżko). Od życia nocnego wolę jednak śniadanie lub brunch, a tych w mojej okolicy nie brakuje. Pierwsze berlińskie śniadanie w nowym życiu, zjadłam z Mamą w Factory Girl.
To miejsce znane na kulinarnej mapie Berlina, głównie ze słynnego deseru Magnolia, stworzonego przez jej właścicielkę. Magnolia czeka na gości w wielkich misach. To niezła mamałyga ze śmietanki sojowej, pokruszonych biszkoptów czy herbatników i różnych dodatków. Ja zawsze wybieram tę z czerwonymi owocami. Serwowana na łyżki. Jedna wystarczy ;) Ale Factory Girl to też dobra atmosfera i świetne śniadania.
Factory Girl
Simon-Dach-Str. 10
10245 Berlin
+49 (0)30 338 500 62
Jeśli nie tu, to na jednej tylko ulicy jest kilkanaście alternatyw w każdym stylu.
Miłego dnia.

Update z kwietnia 2013:
Factory Girl zastąpiło HOMEMADE. NIe ma już magnolii, ale śniadania równie dobre, a może nawet lepsze. Szczególy pod tym linkiem


January 6, 2013

ŚWIĘTO TRECH KRÓLI czyli GALETTE DES ROIS


Dziś mój ostatni dzień w Paryżu. To miasto wywołuje we mnie skrajne uczucia. Jest najpiękniejsze na świecie. Nigdzie w tak dużej masie nie ma tylu pięknych rzeczy, kamienic, sklepów, ciastek, czekolady...

Wszystko jest estetyczne: od tablic informacyjnych po karton na ciastka. Kobiety są ubrane dyskretnie, ale najczęściej bardzo dobrze: dobre jeansy, torebka, zadbane wlosy, nieagresywny makijaż. Nawet złoto, Francuzki noszą inaczej niż reszta świata. Zazdroszczę im tego, że wychowują się w kulturze wizualnej, w której trudno mieć zły gust.

Za piękną fasadą jest jednak bardzo dużo hipokryzji, sztucznej uprzejmości (wręcz teatralnej). Tutaj żyje się dobrze tylko z dużymi pieniędzmi. Z małymi można się cieszyć Paryżem tylko będąc tu na chwilę. Ceny nieruchomości przekroczyły możliwości nawet wyższej klasy średniej. Paryż zaczyna być miastem muzeum.
 Dziś każdy miał szansę zostać w nim królem lub królową. W cukierniach paryskich kolejki jak w Polsce w tłusty czwartek.


Tysiące galettes des rois, a w każdej "la fève"... kto natrafi na nią w swoim kawałku, zasłuży na koronę. 
Galette des rois to ciasto francuskie (koniecznie bardzo maślane) wypełnione masą migdałową. Proste i pyszne. Przepisów znalazłam sporo. Pod tym linkiem: przepis Pascala Brodnickiego. Za rok może odważę się zrobić sama. Dziś nie dostałam korony, ale w południe zrobiłam obchód cukierni pod moim domem... A było co oglądać. Pierre Herme, Gerard Mulot.

U pierwszego kupiłam croissant z masą migdałową, malinami i płatkami róż, u drugiego moją ulubioną bagietkę.
Obserwowałam staruszki na targu, które o jednej kiełbasie rozmawiały jak o niezłej sukience na wystawie. Takie rzeczy tylko we Francji. I dzisiaj przez chwilę czułam się królową... Jutro wracam do roli kopciuszka... już w Berlinie. Czas zejść na ziemię.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popular Posts