Szybka ryba z Atlantyku przed wylotem do Porto. Obawiam się, że po powrocie nie zjem już ryby w stolicy... Dzięki Agnieszce z Kuchni nad Atlantykiem wiem, że jeśli ryby to tylko w Matosinhos.
MAKRELA ATLANTYCKA Z WĘDZONĄ PAPRYKĄ I SOLĄ
(przepis własny, spontaniczny, mało precyzyjny)
• 3 makrele atlantyckie (miałam ok. 130 g każda)
• trochę białego wina
• sól wędzona
• przyprawa Mark's & Spencer (wędzona papryka, slódka papryka i tymianek)
• odrobina soku z cytryny
– ryby polałam winem, sokiem z cytryny, posypałam solą wędzoną i dość obficie przyprawą z wędzoną papryką
– odstawiłam na noc do lodówki
– piekłam w piekarniku nagrzanym do 200C przez ok 20 minut (czas zależy od wielkości makreli)
February 18, 2012
February 16, 2012
TŁUSTY I SEROWO-CYTRYNOWY
O tym, że pączki są "nice but not amazing" wiem od dawna. Jedyne, na jakie czasem się skuszę, kupuję w cukierni Cieślikowski.
Dzisiaj sprawdziłam czy robienie pączków też jest przereklamowaną przyjemnością...
Bazując na moim drożdżowym i spełniając marzenie o tym, żeby w każdym deserze był twaróg, wymyśliłam przepis, który zły nie jest ale szału też nie ma, bo to tylko pączek. Nadal wolę moje drożdżowe z orkiszową kruszonką, albo chleb bananowy...
PĄCZKI SEROWE ZE SKÓRKĄ Z CYTRYNY
(przepis własny)
• 2 całe jajka
• 1 żółtko
• 100 ml ciepłego mleka
• 30 g świeżych drożdży
• 60 g cukru + łyżka (następnym razem dam trochę więcej)
• skórka z 2 cytryn
• olejek cytrynowy
• 1 łyżka spirytusu
• 20 g roztopionego masła
• 360 g mąki tortowej przesianej
• 200 g serka waniliowego Rolmlecz (nadal nie znalazłam lepszego w konsystencji i smaku)
• 1 litr oleju słonecznikowego
– jajka z cukrem utarłam mikserem
– drożdże tarłam z łyżką mąki, łyżką cukru i zalałam ciepłym mlekiem do wyrośnięcia
– dodałam olejek cytrynowy, wyrośnięty zaczyn drożdżowy, mąkę, skórkę z cytryny, serek
– wymieszałam wszystko łyżką, dodałam spirytus i roztopione masło
– zostawiłam na kaloryferze do wyrośnięcia
– gdy ciasto bardzo wyrosło, w garnku zagrzałam olej słonecznikowy z kilkoma kroplami olejku cytrynowego (temperatura powinna być 180 stopni, ale ja zrobiłam na oko)*
– ciasto formowałam dużą łyżką w nieduże kulki i wrzucałam po dwa pączki do oleju
– połowę przepiekłam (olej był za gorący i za szybko się piekła skórka w stosunku do środka), drugą połowę miałam idealną*: maks. 2 minuty na każdą stronę pączka
* temperaturę minimalną można sprawdzić wkładając drewnianą łyżkę na dno i powinny pojawić się bąbelki. Nie sprawdzi się to w ocenie temperatury za wysokiej. (porada z Kwestii Smaku)
Pączki podałam z cukrem pudrem, ale chyba powinnam rozwałkować ciasto po wyrośnięcium, wyciąć kółka, nałożyć konfiturę pomarańczową i przykryć drugim kółkiem, potem skleić w kulkę. Można je też nadziać konfiturą po upieczeniu
Dobre raz w roku :)
February 14, 2012
February 6, 2012
BAGIETKA – PIERWSZE PODEJŚCIE I PARYSKIE WSPOMNIENIA
Bagietki zawsze będą dla mnie najlepsze we Francji. Uwilbiam te od Gerarda Mulot, niezłe są na Montmartre w niepozornej piekarni Boulangerie Ravignan na rue Ravignan (na rogu na górze) i w tej bardziej a la mode na rue des Abbesses LE GRENIER A PAIN. Ta ostatnia piekarnia w 2010 roku zdobyła pierwsze miejsce za najlepszą bagietkę i dzięki temu wyróżnieniu, to oni dostarczali bagietki do Pałacu Elizejskiego. Choćby nie wiem jak dobra była bagietka zwykła, najbardziej lubię tradition albo au levain czyli na zakwasie.
Po obserwacji treningu polskiej ekipy na paryskie Mistrzostwa Świata w Pieczeniu Chleba i paru wskazówkach mistrzów, postanowiłam się odważyć i spróbować zrobić swoją bagietkę, choć kompletnie na przekór, bo i na zaczynie żytnim i na innej mące. O mistrzostwach wkrótce, a teraz przepis na moją bagietkę na zakwasie, choć nie wiem, czy po jednym razie umieszczanie przepisu nie jest ryzykowne. Będę go na pewno weryfikować i pojawią się kolejne wersje. Bagietka nie miała bardzo dużych dziur i nie była lekka jak piórko, ale jej smak był dla mnie idealny. Sprawdziła mi się również forma do bagietek.
BAGIETKA NA ZAKWASIE ŻYTNIM
Zaczyn:
• 40 g aktywnego zakwasu żytniego
• 100 ml wody
• 100 g mąki żytniej
Wymieszałam i odstawiłam w ciepłe miejsce na noc.
Ciasto właściwe:
• 500 g mąki na pizzę Special Napoli 00 (ta mąka jest do kupienia w Auchan, z opakowania wynika, że to mieszanka mąki żytniej i pszennej).
• 375 g ciepławej wody
• 200 g zaczynu (z reszty zrobiłam nowy zakwas)
• 16 g grubej soli morskiej
• łyżeczka suchych drożdży
– ciasto zagniotłam "kiciusiem" z końcówką do zagniatania (hak)
– odstawiłam na godzinę
– po godzinie złożyłam boki do siebie z każdej strony po 3 razy i odstawiłam do wyrośnięcia na 2 godziny
– wyjęłam z misy i napowietrzałam ciasto waląc nim z całej siły o blat kamienny, za każdym razem składając ciasto z każdej strony do środka (bardzo polecam frustratom)
– odstawiłam ciasto na godzinę
– podzieliłam tak aby mieć 2 części po 250 g i z reszty zrobiłam bułki, choć następnym razem będą bagietki.
– podsypałam mąką i uformowałam bagietki metodą tradycyjną (zagniataniem po kawałku wzdłuż, jak duże pierogi - wiele instruktażowych filmów jest na you tube)
– bagietki wyrastały godzinę na formie bagietkowej (obok kaloryfera)
– jedną nacięłam nożyczkami a drugą tradycyjnie po skosie (nacięcia są ważne, bo to gwarantuje dziury – ja nacięłam na płytko:)
– piekarnik nagrzałam do 250 stopni z miseczka z wodą, aby była odpowiednia ilość pary na początek
– piekłam w 250 stopniach przez 20 minut.
Będzie widać kiedy są upieczone :)
Po obserwacji treningu polskiej ekipy na paryskie Mistrzostwa Świata w Pieczeniu Chleba i paru wskazówkach mistrzów, postanowiłam się odważyć i spróbować zrobić swoją bagietkę, choć kompletnie na przekór, bo i na zaczynie żytnim i na innej mące. O mistrzostwach wkrótce, a teraz przepis na moją bagietkę na zakwasie, choć nie wiem, czy po jednym razie umieszczanie przepisu nie jest ryzykowne. Będę go na pewno weryfikować i pojawią się kolejne wersje. Bagietka nie miała bardzo dużych dziur i nie była lekka jak piórko, ale jej smak był dla mnie idealny. Sprawdziła mi się również forma do bagietek.
BAGIETKA NA ZAKWASIE ŻYTNIM
Zaczyn:
• 40 g aktywnego zakwasu żytniego
• 100 ml wody
• 100 g mąki żytniej
Wymieszałam i odstawiłam w ciepłe miejsce na noc.
Ciasto właściwe:
• 500 g mąki na pizzę Special Napoli 00 (ta mąka jest do kupienia w Auchan, z opakowania wynika, że to mieszanka mąki żytniej i pszennej).
• 375 g ciepławej wody
• 200 g zaczynu (z reszty zrobiłam nowy zakwas)
• 16 g grubej soli morskiej
• łyżeczka suchych drożdży
– ciasto zagniotłam "kiciusiem" z końcówką do zagniatania (hak)
– odstawiłam na godzinę
– po godzinie złożyłam boki do siebie z każdej strony po 3 razy i odstawiłam do wyrośnięcia na 2 godziny
– wyjęłam z misy i napowietrzałam ciasto waląc nim z całej siły o blat kamienny, za każdym razem składając ciasto z każdej strony do środka (bardzo polecam frustratom)
– odstawiłam ciasto na godzinę
– podzieliłam tak aby mieć 2 części po 250 g i z reszty zrobiłam bułki, choć następnym razem będą bagietki.
– podsypałam mąką i uformowałam bagietki metodą tradycyjną (zagniataniem po kawałku wzdłuż, jak duże pierogi - wiele instruktażowych filmów jest na you tube)
– bagietki wyrastały godzinę na formie bagietkowej (obok kaloryfera)
– jedną nacięłam nożyczkami a drugą tradycyjnie po skosie (nacięcia są ważne, bo to gwarantuje dziury – ja nacięłam na płytko:)
– piekarnik nagrzałam do 250 stopni z miseczka z wodą, aby była odpowiednia ilość pary na początek
– piekłam w 250 stopniach przez 20 minut.
Będzie widać kiedy są upieczone :)
January 29, 2012
BUTCHERY & WINE - NIE TYLKO DLA MIĘSOŻERNYCH
Butchery & Wine to restauracja, o której bardzo głośno ostatnio w mediach. Zupełnie ta medialność zasłużona. Od dawna nie miałam takiej przyjemności będąc klientem polskiej restauracji. Może dlatego, że standardy w niej panujące daleko odbiegają od naszych.
To miejsce, które jest żywym przykładem wyższości zasady "less in more" nad nowobogackim przepychem i talerzem rokoko, nad wątpliwej jakości menu w poetyckim stylu.
WYSTRÓJ:
Białe kafle i drewno. Wystrój robią ściany butelek win i świetny rysunek na czarnej tablicy, w dodatku edukacyjny.
KARTA:
Prosta, odpowiednio krótka i niczego w niej nie brakuje.
Bardzo ciekawe przystawki np. przegrzebki z boudin noir (pomyślałam pochopnie: "o zgrozo"!, niesłusznie oczywiście). Nawet serca kacze próbowałam i nie żałuję. Myślę, że mimo wstrętu do śledzi, mogliby mnie przekonać i do tej pozycji w menu... Jest też szpik kostny, który jedyny raz próbowałam w londyńskiej restauracji St. John, którą twórca Butchery & Wine z pewnością zna. Był przecież wysokim managerem bardzo dobrych restauracji londyńskich i to się czuje. Bo czasem trzeba pomieszkać w górach żeby stwiedzić, że wolimy morze. Daniel Pawełek po pracy w bardzo ekskluzywnych miejscach, nie tylko wrócił do polskich korzeni, ale również odrzucił pozorny przepych dla bieli i prostoty. I chapeau bas Panie Danielu.
Dania główne:
Idealny sposób podania na ciężkich deskach.
Jest hamburger, taki jaki znam z Francji z Chez André, czyli w dobrej bułce świetna mielona czysta wołowina lekko grillowana. Pytanie o ser było podchwytliwe... w hamburgerze znalazłam nutę sera pleśniowego i ten utwór świetnie brzmiał.
Można spróbować wołowiny z Irlandii, niemieckiej organicznej Simmental, hiszpańskiej Wagyu, rewelacyjnego rozbratela (steka Rib Eye) z USA (na zdjęciu). Najbardziej cieszy smak świetnej polskiej wołowiny.
Do steków proste dodatki i trzy rodzaje sosów: klasyczny bernaise (dla mnie za mało estragonowy), pieprzowy (mój ulubiony) i madeira.
Sałata przy pierwszej wizycie była lepsza (o ile nie zamroczyło mnie katalońskie wino pamiętam ją z dobrym winegretem, a tym razem była oliwa z szalotką).
Reszta menu na stronie restauracji.
Dla niemięsnych klientów jest pieczony Dorsz Atlantycki z grillowaną cukinią i pomidorem prowansalskim, ośmiornica na przystawkę i w grudniu była zupa z dyni, którą zamówiłabym choć dynia mogłaby dla mnie nie istnieć, a jednak...
Bagietka... szwajcarska... ideał.
Desery też świetne. Próbowałam crème brûlée z malinowym musem. Bardzo komfortowe. :)
WINA:
Nie sądzę aby nie można było znaleźć wina dla każdego, zarówno pod gust jak i kieszeń.
Piwo jest jedno, lubuskie i to też było miłe odkrycie.
CENY:
Na pewno nie są niskie choć adekwatne.
OBSŁUGA:
Profesjonalna i dyskretna. Nie było wywyższającego pouczania klienta, choć Pan który nas obsługiwał o winach wie tyle, że ja przy nim odróżnię w porywach czerwone od białego ;) Wino, które nam polecił nie było wcale drogie i idealnie pasowało do opisu, również mojego "rotondo i corposo".
Daniel Pawełek kontroluję całą salę dystretnie choć skutecznie. I to też jest przyjemne.
Dla mnie najważniejsze jest to, że dzięki Butchery & Wine znowu zacznę jeść w Polsce wołowinę i coraz mniej będę miała powodów do kulinarnych emigracji. Mam nadzieję, że nie podniosą cen i uszanują kucharzy (i vice versa), którzy są w Polsce na wagę złota.
Życzę utrzymania poziomu.
Przy następnej wizycie lepiej przygotuję się do zdjęć. :)
Butchery & Wine
ul. Żurawia 22, 00-515 Warszawa
tel. (22) 502 31 18
e-mail: restaurant@butcheryandwine.pl
Godziny otwarcia: Pon.-Sob. 12:00-22:00
To miejsce, które jest żywym przykładem wyższości zasady "less in more" nad nowobogackim przepychem i talerzem rokoko, nad wątpliwej jakości menu w poetyckim stylu.
WYSTRÓJ:
Białe kafle i drewno. Wystrój robią ściany butelek win i świetny rysunek na czarnej tablicy, w dodatku edukacyjny.
KARTA:
Prosta, odpowiednio krótka i niczego w niej nie brakuje.
Bardzo ciekawe przystawki np. przegrzebki z boudin noir (pomyślałam pochopnie: "o zgrozo"!, niesłusznie oczywiście). Nawet serca kacze próbowałam i nie żałuję. Myślę, że mimo wstrętu do śledzi, mogliby mnie przekonać i do tej pozycji w menu... Jest też szpik kostny, który jedyny raz próbowałam w londyńskiej restauracji St. John, którą twórca Butchery & Wine z pewnością zna. Był przecież wysokim managerem bardzo dobrych restauracji londyńskich i to się czuje. Bo czasem trzeba pomieszkać w górach żeby stwiedzić, że wolimy morze. Daniel Pawełek po pracy w bardzo ekskluzywnych miejscach, nie tylko wrócił do polskich korzeni, ale również odrzucił pozorny przepych dla bieli i prostoty. I chapeau bas Panie Danielu.
Dania główne:
Idealny sposób podania na ciężkich deskach.
Jest hamburger, taki jaki znam z Francji z Chez André, czyli w dobrej bułce świetna mielona czysta wołowina lekko grillowana. Pytanie o ser było podchwytliwe... w hamburgerze znalazłam nutę sera pleśniowego i ten utwór świetnie brzmiał.
Można spróbować wołowiny z Irlandii, niemieckiej organicznej Simmental, hiszpańskiej Wagyu, rewelacyjnego rozbratela (steka Rib Eye) z USA (na zdjęciu). Najbardziej cieszy smak świetnej polskiej wołowiny.
Sałata przy pierwszej wizycie była lepsza (o ile nie zamroczyło mnie katalońskie wino pamiętam ją z dobrym winegretem, a tym razem była oliwa z szalotką).
Reszta menu na stronie restauracji.
Dla niemięsnych klientów jest pieczony Dorsz Atlantycki z grillowaną cukinią i pomidorem prowansalskim, ośmiornica na przystawkę i w grudniu była zupa z dyni, którą zamówiłabym choć dynia mogłaby dla mnie nie istnieć, a jednak...
Bagietka... szwajcarska... ideał.
Desery też świetne. Próbowałam crème brûlée z malinowym musem. Bardzo komfortowe. :)
WINA:
Nie sądzę aby nie można było znaleźć wina dla każdego, zarówno pod gust jak i kieszeń.
Piwo jest jedno, lubuskie i to też było miłe odkrycie.
CENY:
Na pewno nie są niskie choć adekwatne.
OBSŁUGA:
Profesjonalna i dyskretna. Nie było wywyższającego pouczania klienta, choć Pan który nas obsługiwał o winach wie tyle, że ja przy nim odróżnię w porywach czerwone od białego ;) Wino, które nam polecił nie było wcale drogie i idealnie pasowało do opisu, również mojego "rotondo i corposo".
Daniel Pawełek kontroluję całą salę dystretnie choć skutecznie. I to też jest przyjemne.
Dla mnie najważniejsze jest to, że dzięki Butchery & Wine znowu zacznę jeść w Polsce wołowinę i coraz mniej będę miała powodów do kulinarnych emigracji. Mam nadzieję, że nie podniosą cen i uszanują kucharzy (i vice versa), którzy są w Polsce na wagę złota.
Życzę utrzymania poziomu.
Przy następnej wizycie lepiej przygotuję się do zdjęć. :)
Butchery & Wine
ul. Żurawia 22, 00-515 Warszawa
tel. (22) 502 31 18
e-mail: restaurant@butcheryandwine.pl
Godziny otwarcia: Pon.-Sob. 12:00-22:00
January 23, 2012
January 19, 2012
KURCZAK SŁODKO ORIENTALNY NADZIEWANY KASZĄ KUSKUS Z FIGAMI
Kurczak zagrodowy, duży garnek żeliwny, szpryca, przyprawy, przyprawy, przyprawy... i zima jest lżejsza.
To był szał TFUrczy spowodowany głodem. Po 1,5 godziny nagroda przeszła moje wszelkie oczekiwania. Następnym razem na pewno zamarynuję mięso na kilka godzin przed pieczeniem, ale nawet bez marynowania wyszło obłędnie.
KURCZAK SŁODKO-ORIENTALNY NADZIEWANY RAZOWĄ KASZĄ KUSKUS Z FIGAMI
(przepis bardzo własny :)
• 1 cały kurczak zagrodowy ok. 1,5 kg
marynata:
• 1 łyżeczka mielonego imbiru
• 1 łyżeczka cynamonu
• 2 łyżeczki zmielonej świeżo kolendry
• szczypta gałki muszkatołowej
• 2 łyżki soku z cytryny
• skórka z 1 cytryny
• łyżeczka grubej soli morskiej
• 7 ziaren kardamonu
• 4 łyżki konfitury figowej
• 150 ml gorącej wody
* wersja na ostro: pieprz cayenne
ETAP I:
* jeśli kurczaka będziemy piec natychmiast, należy wstawić garnek żeliwny na co najmniej 20 minut do piekarnika (220 stopni - termoobieg), żeby bardzo się nagrzał
– konfiturę mieszam z wodą, żeby się rozpuściła
– wszystkie składniki mieszam i dodaję do mikstury figowej
– kurczaka najlepiej zalać miksturą i wstawić do lodówki na co najmniej godzinę
– zamarynowanego kurczaka przełożyć (z całą marynatą) do bardzo nagrzanego garnka żeliwnego – piersią do dołu i wstawić do nagrzanego piekarnika na 220 stopni (termoobieg)
– piec 30 minut pod przykryciem
W międzyczasie przygotować kuskus:
KUSKUS FIGOWY Z PRZYPRAWĄ PIERNIKOWĄ
• łyżka masła
• 4 duże miękkie suszone figi
• 3 średnie marchewki
• sól
• łyżeczka przyprawy do pierników
• 200 g kaszy kuskus (użyłam razowej)
• 500 ml domowego bulionu z kurczaka lub indyka (zawsze mam zamrożony, choć najlepszy jest świeży)
opcja: 50 ml słodkiego różowego wina mołdawskiego (Traminer)
ETAP II:
– na patelni rozpuściłam masło i dodałam przyprawę do pierników
– wrzuciłam marchewkę startą na grubych okach
– dodałam figi pokrojone w kostkę
– kiedy marchew i figi są lekko podduszone dodałam suchą kaszę
– chwilę podsmażyłam, zalałam gorącym rosołem i dodałam wino
– wyłączyłam płytę indukcyjną i przykryłam kaszę
– mieszałam dwa razy aby kasza się nie posklejała
ETAP III:
– obracam kurczaka na plecy;)
– nadziewam częścią kaszy (to co zostanie będzie dodatkiem do kurczaka)
– piekę pod przykryciem 10 minut
– zdejmuję pokrywkę i piekę w temperaturze 200 stopni przez kolejne pół godziny polewając kurczaka co 7-10 minut (używam szprycy bez końcówki).
– na końcu nacięłam odrobinę pierś, żeby sprawdzić czy jest upieczona i jeszcze 5 minut piekłam polewając dalej (szczególnie nacięcie)
Podawałam z resztą kuskus, sos podałam osobno, ale szybko wyszedł ;)
Kasz z wnętrza kurczaka jest najlepsza, szczególnie jeśli też się to nadzienie polewało w trakcie pieczenia.
Jeśli sos będzie parował zbyt szybko, można podlać odrobiną wody albo takim winem jakiego użyłam do kaszy.
Subscribe to:
Posts (Atom)
Popular Posts
-
Sernik to moje ulubione ciasto. Wolę te klasyczne, raczej lekkie. Wyjątkiem są serniki czekoladowe. Liska zrobiła kiedyś pyszny sernik z b...
-
Placki drożdżowe piekę, odkąd się uparłam, że na Wielkanoc nie będziemy kupować żadnych ciast. I tak piekę jakieś 15 lat... :) Popisowy pla...
-
Szukając koszyków do wypieku chleba trafiłam na sklep , który wygląda na raj... Hert Ul. Odlewnicza 4a 03-231 Warszawa Zamówienia: 02...
-
Od dwóch lat jestem w ciągłej podróży. Zmieniam kuchnie i przystosowuję moje menu do czasu, budżetów, dostępności składników i sprzętu, wiel...
-
© Margotka • Illucucina We Francji jest wiele smaków, lecz spróbujcie znaleźć na ich targach zwykłe śliwki... O twaróg też proszę wszyst...
-
Pierwszy raz widziałam w polskim sklepie marlina (Leclerc na Ursynowie). Konsystencją przypomina tuńczyka, jasny kolor. Podobno nie jest u...
-
Królik to mięso, którego jedzenie wzbudzało u mnie najwięcej wyrzutów sumienia. Jednak po tylu latach wyjazdów do Francji i słuchaniu teks...
-
Gotowe ciasto francuskie to produkt, który zawsze warto mieć w domu (również zamrożone). Ze wszystkich przepisów z ciastem francuskim, t...
-
Nawet latem nie trzeba rezygnować z makaronu. Tę pastę pierwszy raz zaserwował mi Pan R. Nie wiem dokładnie jak ją robił, ale spróbowałam ...
-
Mądre książki o zdrowym żywieniu mówią, że najlepiej jest jeść produkty lokalne i sezonowe. W Polsce zimą króluje włoszczyzna, cebula i zi...