Kraków kojarzy mi się z beztroskim szwędaniem między kawiarenkami, restauracjami, księgarniami i galeriami. Nawet gdy jest szaro bardzo mi się tam podoba. Tak też było tym razem. Życie tam płynie wolniej niż w Warszawie (nawet włączjąc Kabaty do Warszawy) i dlatego za każdym razem, Kraków przynosi przyjemne hedonistyczne odprężenie. Tym razem oprócz niezmiennie ciepłej gościny mojej kochanej kuzynki, przeżyłam niezwykła wyprawę na sanki, prawie o północy, zakończoną klasztorem kamedułów (a raczej bramą klasztoru). Nigdy tego nie zapomnę: różowe niebo, kopiec Piłsudskiego nocą...
Kraków to zawsze przygody kulinarne. Tym razem postanowiłam przetestować nowe miejsca opisywane i polecane. Trafiłam do restauracji SZARA na Rynku. Wnętrze zdecydowanie nieszare. Przypominało mi tradycyjne francuskie bistro, choć brakowało w nim tego najważniejszego: gwaru gości, zapachów zniewalających, szybko poruszających się kelnerów, dźwięku sztućców... Byliśmy drugim zajętym stolikiem. Obsługa nienaganna. Karta powala cenami (to kolejna cecha wspólna z francuskimi bistro dobrej klasy, tylko rzeczywistość zupełnie inna). Dania bardzo ładnie podane, rozmiar europejski a nie syberyjski, ciekawe połączenia smaków np. zrazy z grzybami i śliwką. Niestety temperatura dań tylko ciepława, talerze niepodgrzewane. Ogólne wrażenia dobre, ale stosunek ceny i jakości przesadzony. Nie próbowaliśmy wystarczającej ilości dań, żebym mogła obiektywnie ocenić kuchnię. Nie wiem czy wrócę, bo za te ceny wole poszwędać się po paryskich bistrach. O moim ulubionym napiszę wkrótce.
Z miejsc bardzo polecanych w Krakowie na pierwszym miejscu jest kawiarnia-księgarnia BONA na ul. Kanoniczej. Spędziłam tam z przyjaciółką chyba dwie godziny prowadząc z młodym księgarzem pasjonujące wymiany myśli na tematy około literackie. A największym zaskoczeniem był napar z liści melisy... zupełnie nieekspresowy :)
January 13, 2010
January 12, 2010
PIERWSZY CHLEB... po męsku
2 bochenki zagniecione według przepisu ze strony, którą niedawno odkryłam. Nie dodałam drożdży, dosypałam jeszcze trochę orzechów, pestek słonecznika i dyni. Samolot Warszawa - Genewa 16.30, atak zimy, chleb rośnie wolno... napisałam instrukcję królewiczowi, zostawiam dwa garnki żeliwne i wystawiłam na próbę (królewicza, bo garnki sprawdzone)...
Efekt jaki jest każdy widzi... Podobno pyszne... Bardzo jestem dumna ;)
Upiekłam jeszcze kilka chlebów z tej strony (m.in. z ziemniakami i litewski). Oba rewelacyjne.
Efekt jaki jest każdy widzi... Podobno pyszne... Bardzo jestem dumna ;)
Upiekłam jeszcze kilka chlebów z tej strony (m.in. z ziemniakami i litewski). Oba rewelacyjne.
December 31, 2009
NA NOWY ROK
zdrowia, bo to najważniejsze,
odwagi aby być sobą,
smaku życia,
wolności wyborów,
pięknych zapachów, dźwięków, obrazów
oraz (tak jak obiecałam):
ognia i żaru na codzień...
:)
Dzisiaj podjęłam się zrobienia drugiego tortu w życiu. Pierwszy zajął mi cały dzień i wylądował na podłodze w jednej sekundzie, zanim zobaczyła go jubilatka. To była swego rodzaju przepowiednia...
Ten dzisiejszy jest równie nieporadny, tak samo się starałam, ale mam nadzieję, że jego koniec będzie znacznie bardziej optymistyczny. Trzymajcie kciuki. Urodziny mojego księcia już o północy...
December 28, 2009
MADERA - wyspa dla botaników i przyjaciół leśników
Chcieliśmy uniknąć szaleństwa przed świętami i pochodzić jeszcze chwilę w sandałach. Maderę nazwałam wyspą dla emerytów, botaników i przyjaciół leśników. Było zupełnie pusto, ciepło (18-22C) i dziwnie spokojnie mimo silnych wiatrów.
Kulinarnie Madera nie rzuca na kolana: porcje za duże, tuńczyk przepieczony, kuchnia prawie bez ziół, ale.... bardzo podobało mi się to, że na targu sprzedawali wyłącznie własne produkty. Spodziewałam się wielu gatunków ryb, owoców morza. A tu niespodzianka:
- "bacalhau" suszony dorsz
- espada (black scabbardfish) - ryba żyje na bardzo głębokich wodach i wypływa płyciej (ok. 200-500 m) w nocy, wtedy tylko można ją złowić. Espadę podają jako filety z sosem z maracui lub bananów, które na Maderze rosną jak u nas jabłka.
- tuńczyk (zdecydowanie nie umieją go przyrządzać, ale gdy poprosiłam o lekko "potraktowany" był całkiem niezły )
- ośmiornica
- "lapas" - owoce morza z gatnku małż o bardzo ciekawym smaku, podawane grillowane z oliwą czoskiem i cytryną
Tradycyjnym daniem mięsnym są wołowe szaszłyki (ogromnych rozmiarów) "espetada". Aromat nadają im gałęzie drzewa laurowego, na które nabite jest mięso. Piękny aromat.
Absolutnym przebojem jest chleb czosnkowy "bolo do caco". Niby proste, ale pyszne. Okrągłe chrupiące chlebki przekrojone na pół, a w środku roztopione masło z pietruszką i świeżym czosnkiem.
Zwiedziliśmy kilka miejscowych restauracji: od typowych, z poprawną kuchnią, przez restauracje na odludziu (gdzie w tym samym czasie biesiadowało chyba koło gospodyń wiejskich), po naszą ulubioną restauracyjkę w centrum Funchal, w małej uliczce. Nazywa się OLIVES, przypominała mi dobre francuskie małe restauracje, menu oparte na produktach miejscowych, ale z wyrafinowaną nutą. Mają krótkie menu (jak każda dobra restauracja), dania takich rozmiarów, aby można było (na wzór francuski) zjeść przystawkę, danie, deser... i nie paść. Podobno świetna kawa, czego potwierdzić nie mogę bo nie pijam :) Najbadziej przypadła mi do gustu pierś z kaczki w sosie porto z puree ze słodkich ziemniaków i pomarańczą. Na przystawkę świetne grillowane sardynki, zupa ze słodkich ziemniaków i zupa dyniowo-pomarańczowa. Na deser podają pyszny creme brulee, choć to nie jest bardzo portugalskie ;) Dodatkowym atutem była dobra muzyka, obsługa z klasą, wiedzą i poczuciem humoru i bardzo przystojny kucharz :)
Olives
Rua Queimada Cima
9000-065 Funchal, Portugal
291 236 004
Na "końcu świata" (Ponta do Pargo) trafiliśmy do uroczej herbaciarni CASA DE CHA "O FIO". Podano nam w wielkim dzbanku napar ze świeżej mięty, kopru włoskiego i trawy cytrynowej. Do tego mus z mango... po 5 minutach powtórka ;)
Najbardziej zauroczył mnie jeden z ogrodów botanicznych Jardim Tropical Monte Palace.
I te zmiany krajobrazów....
Kulinarnie Madera nie rzuca na kolana: porcje za duże, tuńczyk przepieczony, kuchnia prawie bez ziół, ale.... bardzo podobało mi się to, że na targu sprzedawali wyłącznie własne produkty. Spodziewałam się wielu gatunków ryb, owoców morza. A tu niespodzianka:
- "bacalhau" suszony dorsz
- espada (black scabbardfish) - ryba żyje na bardzo głębokich wodach i wypływa płyciej (ok. 200-500 m) w nocy, wtedy tylko można ją złowić. Espadę podają jako filety z sosem z maracui lub bananów, które na Maderze rosną jak u nas jabłka.
- tuńczyk (zdecydowanie nie umieją go przyrządzać, ale gdy poprosiłam o lekko "potraktowany" był całkiem niezły )
- ośmiornica
- "lapas" - owoce morza z gatnku małż o bardzo ciekawym smaku, podawane grillowane z oliwą czoskiem i cytryną
Największą radość sprawiła nam jednak wizyta na targu, gdzie kupiliśmy filet espady (głowy gratis:), kilka pomidorów, pęczek pietruszki, marchewkę... z czego wieczorem ugotowaliśmy z przyjaciółmi zupę rybną.
Jedyne przed czym przestrzegam to stoiska na piętrze targu. Sprzedają tam hybrydy owoców: maracuja z pomarańczą, maracuja z bananem etc. Kuszą, częstują... niestety po zakupie tych samych owoców odkryliśmy, że dolewają do nich aromatów, likierów i w tej formie podają do spróbowania.
Jedyny owoc-hybryda, wart każdych pieniędzy, to melanż banana i ananasa.
Smaku nie mogę zapomnieć do dziś. Polecam też przedziwną anonę, która przypomina gruszkę, a w smaku ma nutę banana. Na wyspie sprzedają likier z anony. Mnie najbardziej smakował likier z maracui z drobinkami owoców w butelce... Na pewno znajdzie się wkrótce w jednym z moich przepisów.
Jedyne przed czym przestrzegam to stoiska na piętrze targu. Sprzedają tam hybrydy owoców: maracuja z pomarańczą, maracuja z bananem etc. Kuszą, częstują... niestety po zakupie tych samych owoców odkryliśmy, że dolewają do nich aromatów, likierów i w tej formie podają do spróbowania.
Jedyny owoc-hybryda, wart każdych pieniędzy, to melanż banana i ananasa.
Smaku nie mogę zapomnieć do dziś. Polecam też przedziwną anonę, która przypomina gruszkę, a w smaku ma nutę banana. Na wyspie sprzedają likier z anony. Mnie najbardziej smakował likier z maracui z drobinkami owoców w butelce... Na pewno znajdzie się wkrótce w jednym z moich przepisów.
Mercado dos Lavradores
Rua Brigadeiro Oudino, Funchal
Tradycyjnym daniem mięsnym są wołowe szaszłyki (ogromnych rozmiarów) "espetada". Aromat nadają im gałęzie drzewa laurowego, na które nabite jest mięso. Piękny aromat.
Absolutnym przebojem jest chleb czosnkowy "bolo do caco". Niby proste, ale pyszne. Okrągłe chrupiące chlebki przekrojone na pół, a w środku roztopione masło z pietruszką i świeżym czosnkiem.
Zwiedziliśmy kilka miejscowych restauracji: od typowych, z poprawną kuchnią, przez restauracje na odludziu (gdzie w tym samym czasie biesiadowało chyba koło gospodyń wiejskich), po naszą ulubioną restauracyjkę w centrum Funchal, w małej uliczce. Nazywa się OLIVES, przypominała mi dobre francuskie małe restauracje, menu oparte na produktach miejscowych, ale z wyrafinowaną nutą. Mają krótkie menu (jak każda dobra restauracja), dania takich rozmiarów, aby można było (na wzór francuski) zjeść przystawkę, danie, deser... i nie paść. Podobno świetna kawa, czego potwierdzić nie mogę bo nie pijam :) Najbadziej przypadła mi do gustu pierś z kaczki w sosie porto z puree ze słodkich ziemniaków i pomarańczą. Na przystawkę świetne grillowane sardynki, zupa ze słodkich ziemniaków i zupa dyniowo-pomarańczowa. Na deser podają pyszny creme brulee, choć to nie jest bardzo portugalskie ;) Dodatkowym atutem była dobra muzyka, obsługa z klasą, wiedzą i poczuciem humoru i bardzo przystojny kucharz :)
Olives
Rua Queimada Cima
9000-065 Funchal, Portugal
291 236 004
Na "końcu świata" (Ponta do Pargo) trafiliśmy do uroczej herbaciarni CASA DE CHA "O FIO". Podano nam w wielkim dzbanku napar ze świeżej mięty, kopru włoskiego i trawy cytrynowej. Do tego mus z mango... po 5 minutach powtórka ;)
Najbardziej zauroczył mnie jeden z ogrodów botanicznych Jardim Tropical Monte Palace.
I te zmiany krajobrazów....
December 27, 2009
I PO ŚWIĘTACH...
Były inne niż zwykle, jak zawsze w naszej rodzinie...
Jedno z nas chore, drugie bez inspiracji w kuchni, ale miło i spokojnie, z toną książek i godzinami nowej muzyki. Inspiracja kulinarna przyjdzie bez okazji.
Między książkami upiekłam dwa chleby ze strony Liski. Piwny.
Ciekawy i piękny, choć nie należy do moich ulubionych. Brakuje mi w nim lekkiego kwasu (bo niby skąd) i za dużo w nim gorzkiej nuty. Upiekłam więc drugi chleb z tej samej strony, ale zanim zrobiłam zdjęcie, zniknął... Upiekę go znowu z kilkoma modyfikacjami i napiszę wtedy o nim, bo to idealny chleb dla niecierpliwych.
Chleba będzie pewnie na blogu coraz więcej, z powodu nowych książek na mojej półce:
BREAD • Jeffrey Hamelman
CRUST • Richard Bertinet
Ale najpiękniejszą książką jaką dostałam w tym roku jest zdecydowanie:
FEED ME NOW • Bill Granger
L. natomiast przeczytał jednym tchem bardzo zabawny poradnik australijskiego autora, o tym jak zbudować ceglany piec chlebowy... I to jest moja nadzieja na ten rok... od książki do dzieła...
Dźwięki... Cinematic Orchestra x 5 (jak już to hurtowo), Retrospective E.S.T (Trio zmarłego tragicznie półtora roku temu Esbjörna Svenssona), nowa Buika (inna niż wszystkie poprzednie, bo kubańska i "sin fuego" jak na Buikę, bo jak na przeciętną niewiastę to ogień piekielny...).
Dlatego krótce będę Wam życzyć ognia i żaru na codzień... ale to wkrótce. Najpierw napiszę Wam o Maderze.
December 24, 2009
December 1, 2009
WSPOMNIENIE KRAJU BASKÓW CZYLI NALEWKA WERBENOWA

Wiem, że nie da się zrobić tej nalewki w tej chwili. Wiem, że werbena nie jest popularna w Polsce jak melisa. Wiem, że alkohol szkodzi zdrowiu. Ale... 2 tygodnie temu, po 60 dniach czekania, moja nalewka werbenowa była gotowa do spożycia i nie mogę już dłużej czekać, żeby podzielić się tym prostym przepisem.
Kilka dni tego lata spędziłam w cudnym miejscu po francuskiej stronie kraju Basków. Moi gospodarze raczyli mnie co wieczór werbenową nalewką zrobioną z liści werbeny z ich ogrodu. Wracając do Polski, zatrzymaliśmy się w Bordeaux i oprócz wina w bagażniku znalazło się miejsce na:
60 LIŚCI WERBENY
60 KOSTEK CUKRU NR 4
1 LITR EAU DE VIE
To był prezent od Helene, której jeszcze raz dziękuję za gościnę.
Nie pytajcie mnie co to jest cukier numer 4 (prostokątne kostki). Na specjalne życzenie zważę kostkę tego cukru. Eau de vie to podobno okowita. Moja butelka to wódka z owoców, 45 procent alkoholu.
Werbena ma najpiękniejszy zapach jaki znam. A smak nalewki jest trudny do opisania.
Na wiosnę postaram się zasadzić w ogrodzie krzak werbeny i wypełnię tą nalewką co najmniej jedną półkę spiżarni.
Do wielkiego słoja wrzuciłam cukier, na to liście werbeny i zalałam eau de vie (pewnie wódka też może być), po 60 dniach cukier się rozpuścił i przecedziłam płyn do karafki.
Wasze zdrowie!
Subscribe to:
Posts (Atom)
Popular Posts
-
Sernik to moje ulubione ciasto. Wolę te klasyczne, raczej lekkie. Wyjątkiem są serniki czekoladowe. Liska zrobiła kiedyś pyszny sernik z b...
-
Placki drożdżowe piekę, odkąd się uparłam, że na Wielkanoc nie będziemy kupować żadnych ciast. I tak piekę jakieś 15 lat... :) Popisowy pla...
-
Szukając koszyków do wypieku chleba trafiłam na sklep , który wygląda na raj... Hert Ul. Odlewnicza 4a 03-231 Warszawa Zamówienia: 02...
-
Od dwóch lat jestem w ciągłej podróży. Zmieniam kuchnie i przystosowuję moje menu do czasu, budżetów, dostępności składników i sprzętu, wiel...
-
© Margotka • Illucucina We Francji jest wiele smaków, lecz spróbujcie znaleźć na ich targach zwykłe śliwki... O twaróg też proszę wszyst...
-
Pierwszy raz widziałam w polskim sklepie marlina (Leclerc na Ursynowie). Konsystencją przypomina tuńczyka, jasny kolor. Podobno nie jest u...
-
Królik to mięso, którego jedzenie wzbudzało u mnie najwięcej wyrzutów sumienia. Jednak po tylu latach wyjazdów do Francji i słuchaniu teks...
-
Gotowe ciasto francuskie to produkt, który zawsze warto mieć w domu (również zamrożone). Ze wszystkich przepisów z ciastem francuskim, t...
-
Mądre książki o zdrowym żywieniu mówią, że najlepiej jest jeść produkty lokalne i sezonowe. W Polsce zimą króluje włoszczyzna, cebula i zi...
-
Nawet latem nie trzeba rezygnować z makaronu. Tę pastę pierwszy raz zaserwował mi Pan R. Nie wiem dokładnie jak ją robił, ale spróbowałam ...









