
Polędwiczki marynowane w powidłach śliwkowych i musztardzie Dijon + odrobina malagi. Czasem posypuje je świeżo zmielonymi ziarnami kolendry indyjskiej.
Polędwiczki piekę w 210 stopniach z termoobiegiem, średniej wielkości ok. 20 minut. Ważne, aby były ściete w środku, ale już nie surowe. Czyli troche bardziej niż "a point".
Sos najprostszy na świecie: pokruszony rokpol, do którego po rozpuszczeniu daje dobrą gestą śmietanę 18% (ilość śmietany zależy od tego jak bardzo intensywny ma być sos). Polędwiczki są też pyszne z sosem, który zostaje po marynacie śliwkowo-musztardowej.
Surówkę zawsze doprawiam solą, limonką, cytryną, pęczkiem koperku, odrobiną cukru trzcinowego w płynie i olejem z pestek winogron. Proporcje - jak zawsze na wyczucie i według własnych preferencji. Tę surówkę często robię z kapusty białej i czerwonej. Piękny ma kolor, ale należy ją mieszać dopiero w momencie podania, żeby zachowała ładny wygląd.
Opcja dodatków: nowalijki na parze (marchewka, liście kapusty, pory). Oczywiście nie mogą być rozgotowane (czyli w jaskrawym kolorze).
Bon apetit!
1 comment:
Tego typu sos to jeden z naszych faworytow! Tyle tylko, ze nie z poledwiczkami ;)
I jak perfekcyjnie ozdobilas nim talerz!
Post a Comment