August 12, 2009

AIX-EN-PROVENCE czyli wspomnienie ubiegłego lata

AIX-EN PROVENCE



Rok temu podczas prowansalskiej podróży zwabieni pięknym podwórkiem i zapachem trafiliśmy do uroczej restauracji LE PATIO w Aix-en-Provence.




Restauracja personalna, czyli taka, pod którą właściciele podpisują się nazwiskiem, często daje duże szanse na niezapomniane wrażenia. Tak było tym razem. Myślę, że zdjęcia mówią same za siebie.
Le Patio
16, Rue Victor Leydet,
13100 Aix-En-Provence
Tel : +33 4 42 93 02 03

W tym roku spróbuję odwiedzić moją ulubioną restaurację w Orange. Relacja wkrótce.

ROMAINMOTIER - czyli schronienie pielgrzymów smaku



Nasi przyjaciele mieszkają w miejscu jakiego nigdy wcześniej nie widziałam. Maison du Prieur w Romainmotier w Szwajcarii jest średniowiecznym „budynkiem” uratowanym od ruiny przez właścicielkę Katharinę Von Arx. Kiedyś był miejscem gościny dla ważnych pielgrzymów, teraz stał się domem dla jej właścicielki, atelier i mieszkaniem Agaty i Piotra, tearoomem prowadzonym przez Jesusa i jego żonę...

Na ścianach malowidła z XIII w, spokój i ciągle nieodkryte zakamarki. Każdy pobyt u Agaty i Piotra jest niezwykły – to odpoczynek w trakcie pielgrzymki, której celem są prowansalskie smaki i aromaty.

Romainmotier jest spokojne, ukryte w dolinie, jego mieszkańcy niezwyczajni. Jednym z nich jest Veronique, która od wielu lat tworzy swoje niepowtarzalne konfitury. Każda z nich pozostawia wspomnienie, do którego się wraca. Najlepsze z jej kompozycji kryją w sobie owoce, alkohol i zioła. Można je kupić w małym sklepiku LE PECTINARIUM na zakręcie obok rzeczki.
Na stronie można znaleźć sugerowane połączenia konfitur z jedzeniem.


Moja ulubiona konfitura to: renkloda, wanilia i rum dodawany na końcu (niegotowany).

Słodko polecam, a Agatce dziękujemy za ciepłą gościnę.

August 3, 2009

BACK TO MY ROOTS CZYLI MAMY TWARÓG BYŁ NAJLEPSZY

Wychowałam się w czasach bez zapachów kulinarnych, kiedy sklepy świeciły pustkami, czekolada była tylko „podobna” a pomarańcze kubańskie wystane w kolejce. Za tą rzeczywistością nie tęsknię, ale wiem, że niektóre Mamy robiły wszystko aby nasz świat smaków i zapachów był wtedy bardziej wyjątkowy niż szara rzeczywistość za oknem...

Wysiłki Mojej Mamy pamiętam do dziś. Pracując na wydziale fizyki, między hodowaniem kryształów robiła mi twaróg. Dzięki dbałości władz państwowych o pracowników naukowych, mleko otrzymywał każdy z nich, jako rekompensatę skutków szkodliwości zawodu :) Nikt mleka oczywiście nie pił, więc moja Mama robiła z niego twaróg, którego smak pamiętam do dziś.

Wczoraj podjęłam próbę zrobienia własnego sera. Efekt wizualny był lepszy niż jego konsystencja, ale mam nauczkę na przyszłość, że mamine sposoby są najlepsze. Z braku dodatkowej butelki świeżego mleka, musiałam pójść na skróty.

Kupiłam mleko od rolnika. Postawiłam w kuchni na kilka dni. Kiedy było prawdziwe zsiadłe, usunęłam wodę i tłuszcz z wierzchu butelki. Przelałam do garnka czyste zsiadłe mleko i gotowałam na bardzo małym ogniu przez ponad 20 minut. Błąd polegał na tym, że proces trwał zbyt długo, przez co twaróg wyszedł zbyt suchy.



SPOSÓB MAMY:

Zsiadłe mleko (może powstać tylko z niepasteryzowanego mleka) zalewamy wrzącym świeżym mlekiem. Wtedy proces robienia sera jest bardzo krótki i twaróg nie jest za suchy. Przelewamy całość na sitko wyłożone gazą, potem wieszamy nad zlewem, aż usuniemy nadmiar wilgoci.


Następnym razem zrobię jak trzeba...

July 31, 2009

TARTĘ MARZEŃ ZNALAZŁAM W...




Soul Cafe na Placu Solnym we Wrocławiu. Było w niej wszystko co lubię najbardziej: spód maślany kruchy maksymalnie cienki (czekam na dobre przepisy na takie kruche ciasto!), kajmak, białą masę o smaku bitej śmietany (autor tarty nie chce nikomu ujawnić, jakie są jej składniki), świeże maliny, jagody, truskawki... Ta tarta znalazłaby się w menu mojej ostatniej kolacji czyli my lust supper (z pełną świadomością lust a nie last).... (zdjęcie absolutnie nie oddaje rozkoszy podniebienia!)

A miłośnikom Wrocławia i architektury secesyjnej polecam nowy album SECESJA WROCŁAWSKA. Autorką tekstów jest Barbara Banaś, a koncepcji graficznej, projektu i fotografii – Leszek Szurkowski. Prace nad albumem trwały wiele lat, a rezultat jest dowodem na to, że pasja i wytrwałość czynią cuda. Książka wydana bez kompromisów twórczych i jakościowych, ogromnym nakładem pracy i finansów (archiwalny papier, 6-kolorowy druk CMYK + 2 kolory specjalne metaliczne)

Do nabycia w:
Empikach i dobrych księgarniach wrocławskich,
warszawskiej księgarni STENTOR na Kabatach :
ul. Przy Bażantarni 11
02-793 Warszawa

oraz bezpośrednio przez Wydawnictwo CO-LIBROS na stronie:
www.secesjawroclawska.pl

lub w serwisie Allegro


Tytuł: SECESJA WROCŁAWSKA
Autorzy: Barbara Banaś, Leszek Szurkowski;
Wydawca: Wydawnictwo CO-LIBROS;
Format: 23×27,5 cm, 288 stron (w tym ponad 240 stron z ilustracjami);
Oprawa: twarda, okładka drukowana w 6 kolorach;
Teksty: polskie, niemieckie i angielskie;

Ilustracje: blisko 1000 fotografii i ilustracji;
Nakład: 5000 egz.;
ISBN: 978-83-927442-0-7.

July 14, 2009

KWIATY CUKINII ODC. 2

Stało się – popadłam w kwiaty. Aby się zupełnie nie powtarzać, zrobiłam zupę, choć w podobnym towarzystwie...

Cukinię i młodą cebulkę udusiłam, dodałam bulion warzywny (nie z kostki), zioła (tymianek, miętę i kolendrę), ząbek czosnku, pudełko serka koziego (użyłam tym razem polskiego, ale niestety nie miał tak dobrego smaku jak te francuskie), 50 gramów serka typu feta Mlekovity (najchudszego). To wszystko zmiksowałam, podgrzałam i na końcu dodałam całe kwiaty cukinii. Po 10 minutach zupa była gotowa.



Zupę przystroiłam podsmażoną cukinią i miętą.

Kwiaty cukinii w całości były niewygodne, więc można je pokroić. Z ziół na pewno polecam jeszcze pietruszkę i dużo koperku. Można dodać kilka ziaren kminku indyjskiego i zmiksować je na początku z resztą składników zupy.

Tę zupę można oczywiście robić bez kwiatów, a ser kozi zastąpić 100g serka typu feta Mlekovity .

July 8, 2009

KWIATY, CUKINIA...


Po dwuletniej tułaczce wróciłam wreszcie do domu . Zmieniło się niewiele. Z miłych niespodzianek: na Kabatach otworzyli sklep z produktami japońskimi, a pan sprzedający warzywa obok poczty na ul. Belgradzkiej codziennie przywozi małe cukinie prosto z pola. I co najważniejsze: obiecał mi jej kwiaty...

To było wyzwanie. Chyba się udało. Ze wszystkich przepisów, jakie rodzą się w mojej kuchni, ten sprawił mi najwięcej radości.

KWIATY CUKINII NADZIEWANE KOZIM SEREM, ZIOŁAMI I DUSZONĄ CUKINIĄ


• kwiaty cukinii (ok. 4 szt. na osobę)
• pudełko serka koziego (np. Chavroux)
• 2 gałązki mięty (najlepiej tej grubolistnej, takiej jak na mojito:)
• kilka gałązek tymianku
• duża garść liści kolendry (im więcej tym lepiej)
• 1–2 ząbki czosnku
• 4 malutkie cukinie
• mała cebula (najlepiej cukrowa)
• oliwa z oliwek

Cukinie kroję w małą kostkę i duszę na patelni razem z drobno posiekaną cebulka na małej ilości oleju. Zioła miksuję z twarożkiem i łyżką oliwy, dodaję duszoną cukinię (powinna być jeszcze zielona = nie za miękka), mieszam delikatnie. Kwiaty cukinii ostrożnie nadziewam serową masą, układam w foremce ceramicznej i skrapiam oliwą.


Wkładam do nagrzanego piekarnika (200 stopni) na 20 minut. Jeśli kwiaty są małe powinno wystarczyć 15 minut.

Farsz można jeść z chlebem lub nadziewać nim inne warzywa. Ja wyjadłam resztę z miski po kryjomu...

Bon appétit!

July 5, 2009

CHŁODNIK czyli ostatni dzwonek


Chłodnik to potrawa, której brakuje mi najbardziej, gdy jestem poza Polską... może na równi z sernikiem. W Paryżu udało mi się nawet znaleźć koncentrat barszczu i mogłam robić uproszczoną wersję zupy o pięknym kolorze.

Wersja prosta bez botwinki (emigracyjna)

pęczek rzodkiewki
duży ogórek
500 ml jogurtu
500 ml mleka zsiadłego lub kefiru (mogą być produkty mleczne typu bifidus activia)
⅓ butelki koncentratu barszczu (najbardziej lubię Krakus)
2 średnie buraki (gotowane na parze, są dostępne w większości sklepów spożywczych we Francji i w Niemczech, w Polsce np. w sieci Leclerc)
pęczek koperku (im większy tym lepiej)

Warzywa ucieram na tarce na cienkich oczkach. Jogurt i zsiadłe mleko miksuję lekko z koncentratem barszczu, dodaję rzodkiewkę, ogórka, połowę koperku i buraki. Resztę koperku dodaję dopiero przy podaniu, bezpośrednio na talerz.

Wersja pełna niewegetariańska:

pęczek rzodkiewki
duży ogórek
500 ml jogurtu
500 ml mleka zsiadłego lub kefiru
⅓ butelki koncentratu barszczu
pęczek koperku

2 średnie buraki
liście botwinki
plaster boczku wędzonego, surowego
300 ml wody
ząbek czosnku

Gotuję utarte buraki i botwinkę w małej ilości wody na cienkim plastrze wędzonego surowego boczku (wykrajam maksymalnie tłuszcz) z ząbkiem czosnku. Na końcu dodaję koncentrat barszczu i całość studzę. Po ostudzeniu wyjmuję boczek i czosnek, dodaję wywar do jogurtu z kefirem (aby chłodnik był jednolity miksuje odrobinę wywaru z jogurtem i kefirem, a potem dodaję resztę wywaru z burakami i botwinką). Na końcu mieszam z ogórkiem, rzodkiewką i koperkiem.

Ilość koncentratu barszczu zależy od upodobań. Na samym końcu można go trochę dodać jeśli chłodnik nie ma wystarczająco intensywnego smaku i koloru. Sól zawarta w koncentracie powinna wystarczyć. Ponieważ nie używam pieprzu w mojej kuchni nie uwzględniłam go w przepisie.

Smacznego.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popular Posts